Kasia z przejęciem podeszła do pracy nad swoimi przekonaniami. Ale czy aby na pewno zaczęła je wprowadzać w życie? Mówić jest łatwo, podobnie jak wyznaczyć cel, trudniej jednak uzyskać zamierzony rezultat – rezultat swojej pracy.
Czy wyznaczając cel, zastanawiasz się nad tym, czego oczekujesz?
– Myślisz, że uda mi się przełamać stare wzorce zachowań? – zapytała Kasia.
– To zależy tylko od ciebie i od twojego zaangażowania – odpowiedziałam. – Tylko wiesz – zaznaczyłam od razu – zmiana sposobu myślenia stała się dla ciebie priorytetową sprawą. Czy oznacza to, że jest twoim celem?
– No tak – odparła Kasia.
– Co chcesz uzyskać dzięki wprowadzeniu go w życie? – zareagowałam natychmiast.
– Chyba… – zaczęła i zamilkła. – Trudno jest mi ująć to słowami – dodała po chwili – ale chyba stanę się szczęśliwsza…?
– Z tego, co mówisz – pytałam dalej – swoje szczęście uzależniasz od nowych przekonań?
– Hmm – zaczęła zastanawiać się Kasia.
– Kasiu, w takim razie wymień kolejne rzeczy, których osiągnięcie sprawi, że poczujesz się szczęśliwsza.
Dziewczynie aż zaświeciły się oczy. Z prędkością światła i jednym tchem zaczęła wymieniać, co musi osiągnąć, aby poczuć w się w pełni szczęśliwa.
– Przekonania, większe zyski z własnej działalności, więcej czasu, wymarzone wakacje, fantastyczny partner, wybielenie zębów, chciałabym też mieć psa i w końcu rozejrzeć się za nowym mieszkaniem – a właściwie domem – blisko miasta.
Może zapisując jej słowa, kilka rzeczy umknęło mojej uwadze, bo lista zdawała się nie mieć końca.
– Uff – odetchnęła z ulgą i spojrzała na mnie tak, jakby oczekiwała pochwały.
–Dlaczego milczysz? – zapytała zdziwiona.
– Czekam, bo może coś jeszcze sobie przypomnisz – odparłam.
– Nie sądzę. Na dziś to już wszystko – oznajmiła triumfująco.
– Skoro tak, to powiedz mi teraz, co wiesz na temat samoświadomości?
– Jest wówczas, gdy umiemy wsłuchać się w siebie i swoje myśli – odpowiedziała Kasia bez namysłu.
– A w skali od 1 do 10, gdzie 10 oznacza najwięcej, czy słuchałaś tego, o czym przed chwilą mówiłaś?
– No jak to? – odparła lekko obruszona. – Wiem wszystko, o czym mówiłam.
– Oczywiście – odparłam – więc zamknij teraz, proszę, oczy i wsłuchaj się w siebie. Przeprowadzimy krótki eksperyment. – Kasia skinęła głową na znak zgody.
Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów.
– Czego potrzebujesz, aby być szczęśliwa? – zapytałam, gdy uznałam, że jej emocje opadły, bo oddech stał się płytszy i równomierny, powieki spoczywały spokojnie, a ciało się rozluźniło.
Nastała cisza tak głucha, że niemal słyszałam bicie swojego serca. Po dłuższej chwili kąciki ust Kasi lekko się podniosły – wiedziałam, że właśnie znalazła w sobie w swoim wnętrzu głęboko skrywaną odpowiedź.
– MIŁOŚCI – powiedziała Kasia.
To było jedno słowo – jedno jedyne, ale wypowiedziane z takim ciepłem, czułością i empatią, że nawet biorąc pod uwagę, jak często jest używane, a jego znaczenie umniejszane, każdy, kto usłyszałby je w chwili, gdy wypowiadała je Kasia, zyskałby pewność, że właśnie dokonała się magia.
Odczekałyśmy chwilę, zanim otworzyła oczy.
– Wewnętrznego spokoju i równowagi – dodała. – Poczucia, że wszystko jest tak, jak być powinno; że jestem tu, gdzie powinnam być. Właśnie dotarło do mnie – kontynuowała – że nawet nie chodzi mi o miłość z zewnątrz, ale taką, która jest we mnie samej, którą ja emanuję, którą się dzielę i dzięki której wzrastam.
W coachingu często bywa tak, że dochodzi do nieoczekiwanych zmian akcji. Klient przychodzi z mocno ukształtowanym problemem, niemal do granic przekonany, że jego rozwiązanie stanowi cel spotkań. Coach w pierwszym momencie też tak myśli – nie jest przecież wróżką ani jasnowidzem. Jednak Coach, który ma otwarte oczy, który nie ocenia, niczego nie zakłada, nie przypisuje, nie etykietuje, nie narzuca; który jest partnerem, a nie wyrocznią – zauważy w końcu, że potrzeba może być całkiem inna i dzięki zastosowaniu odpowiednich technik i metod pomaga swojemu partnerowi odkryć to, co w danym momencie jest do odkrycia.
Kasia zrozumiała, że żadne okoliczności, żaden człowiek, żadne rzeczy materialne nie są w stanie jej uszczęśliwić.
To jak z nową parą butów: kupujesz, jesteś zachwycona, zakładasz na specjalne okazje, a po roku – a nawet krótszym czasie – bywa, że wymarzone pantofelki stają się obuwiem, które ląduje w śmietniku.
To tak jak z autem: kupujesz nowe, wymarzone; chuchasz na nie i dmuchasz, dokonujesz corocznego przeglądu i po 5 latach sprzedajesz, rozstając się może z lekkim sentymentem, ale rozstając, ponieważ auto stało się już tylko środkiem lokomocji i straciło na wartości.
Czy szczęście może stracić na wartości? Czy szczęście oddałbyś/oddała ot, tak sobie lub wyrzucił/wyrzuciła na śmietnik?
Czy nie jest tak, że to, co cenne, zostaje z nami na zawsze?
Wyobraź sobie, że jesteś na wakacjach. Po powrocie opowiadasz wszystkim z detalami, jak wyglądał pokój, jaka była obsługa, co podawano na obiad, jakie atrakcje zapewnił organizator itd.
A teraz wyobraź sobie, że mija 20 lat i wracasz wspomnieniami do tych mile spędzonych dni. Co pamiętasz? Co wspominasz?
– Ja, Wiolu – mówiła Kasia – pamiętam takie wakacje jeszcze z rodzicami. Miałam może 12 lat. Siedziałam mamie na kolanach, a ona gładziła moje włosy i co chwila cmokała w czoło. Pamiętam, że byłam wówczas bardzo szczęśliwa. Nigdzie się nie spieszyłyśmy. Patrzyłyśmy na morze, które w blasku księżyca wyglądało jak zaczarowane. To wówczas po raz pierwszy mama nie pogoniła mnie spać – tak jakby czas przestał się dla niej liczyć.
Wioletta Klinicka
Wioletta Klinicka
© 2023-2024 Wioletta Klinicka.
Realizacja Najszybsza.pl