Są takie historie, które powtarzają się z zadziwiającą dokładnością. Inne imiona, inne mieszkania, inne miasta — a scenariusz ten sam. „On mnie rani.” „Ja już tak nie mogę.” „To toksyczne.” „Wiem, że powinnam odejść.” I potem… nic.
Tylko kolejne wiadomości. Kolejne rozmowy w głowie o drugiej w nocy. Kolejne analizy słów, tonów, milczenia. I ta sama puenta, wypowiadana już bez siły:
„Ale ja jeszcze nie jestem gotowa.”
Jednak czasem to nie brak możliwości trzyma kobietę w miejscu. Tylko coś, czego jeszcze nie chce zobaczyć.
Prawda rzadko jest ubrana w ładne słowa.
To, co często nazywane jest miłością, bywa w rzeczywistości przyzwyczajeniem do emocji, które bolą, ale są znajome.
To nie jest miłość do człowieka, ale do napięcia. Do czekania. Do tego momentu między ciszą a wiadomością. Do huśtawki, w której raz jest nadzieja, a raz pustka.
I przychodzi moment, w którym organizm zaczyna pamiętać to lepiej niż rozsądek.
A potem pojawia się zdanie, które brzmi jak usprawiedliwienie:
„On taki jest, ale ja go rozumiem.”
I w tym momencie zaczyna się walka o chwilę uwagi z jego strony. O SMS. O kilka miłych słów, które karmią i przynoszą ulgę.
I jednocześnie pada drugie zdanie:
„Chcę z tego wyjść.”
Tylko że „chcę” bez ruchu jest jednym z najbardziej mylących słów, jakie znamy. Daje ulgę. Nie daje zmiany.
I tu robi się niewygodnie.
Bo czasem łatwiej patrzeć na niego niż na to, co uruchamia się w kobiecie. Łatwiej mówić o jego zachowaniu niż o własnym napięciu, które nie znosi ciszy.
Bo cisza zaczyna boleć bardziej niż konflikt. A brak wiadomości staje się cięższy niż kłótnia.
I wtedy „spokój” przestaje być spokojem. Staje się pustką, której trudno wytrzymać.
I to jest moment, którego wiele kobiet nie chce dotknąć.
Bo wtedy nie da się już powiedzieć: „to przez niego”.
Zostaje coś trudniejszego — decyzja.
Nie ma tu wielkiego finału. Nie ma zdania, które zamyka temat.
Jest tylko jedno, które wraca jak echo:
Nie jesteś uwięziona w relacji — jesteś uwięziona w tym, że jeszcze nie chcesz zobaczyć prawdy o sobie w tej relacji.
I dopóki „jeszcze nie teraz” jest silniejsze niż „już widzę i przechodzę próg” — nic się nie zmieni.
Po raz kolejny zamkniesz drzwi od środka i nadal zostaniesz w tej samej historii.
Z miłością – Wiola
#StylWioletty
Jeśli ten problem dotyczy dziś Ciebie lub bliskiej Ci osoby, poznaj kilka sprawdzonych rozwiązań. ➡️Przejdź do artykułu.

Wioletta Klinicka
